A przecież wcale nie ziemskimi. Miejscowe gatunki nie zostały zastąpione, one tylko ukryły się udając rośliny, które hodowali ludzie. Czym był przedtem ten dąb? Małym latającym żuczkiem, robakiem, glonem czy wirusem na drobinie kurzu? Cały świat przebrał się, każde żywe Stworzenie udawało, że jest przyjazne i znajome ludziom, którzy uznali się za panów tego świata. Wszystko to, co naprawdę należało do ludzi, zostało im zabrane, zamordowane, zniszczone i zastąpione przez imitacje. Patience udawała przed sobą, że potrafi odgadnąć, czym jest w rzeczywistości jeleń pijący wodę, a potem umykający chyżo. Wyobrażała sobie, że ukrytą osobą, żyjącą w dębie, jest okropne, zdeformowane dziecko, uśmiechające się do niej złośliwie. Odmieńcy, cały świat odmieńców, knujących przeciwko nam, usypiających naszą czujność do czasu, kiedy będą gotowi wymienić również ludzi. .

- Randolph ma dzwonić do Shippersa między dziesiątą, a dziesiątą trzydzieści. Muszę go złapać i przekazać nowe instrukcje.. . - Już dobrze, Quinn, czuję się świetnie. Wszystko w porządku. Gdzie teraz pojedziemy?. Czy on sądzi,. - Dokąd jedziecie?. - Nie dla ciebie! Jestem niebezpieczny dla nich, nie dla ciebie!. - Nie rozumiem.. Obok stał domek z nie.